Précédent Suivant

Wstęp. Humanistyka wczoraj i dziś (w wielkim skrócie i nie bez uproszczeń)

p. 7-24


Texte intégral

1.

1Od bardzo dawna humanistyka nie cieszyła się tak dużym zainteresowaniem i nie pozostawała tak długo w jego centrum, jak w ostatnim ćwierćwieczu. Zawdzięcza to co prawda przede wszystkim piętnu anachroniczności, jakie nałożyły na nią globalne trendy polityki naukowej (przekładające się na lokalne i peryferyjne reprodukowanie rozwiązań wprowadzonych wiele lat wcześniej – i bywa, że błędnie, jak się okazuje – w światowych centrach „produkcji” wiedzy), w których perspektywie dalsze „inwestowanie” w humanistykę jawi się jako nieopłacalne ekonomicznie, bezwartościowe naukowo i bezpożyteczne społecznie.

2Zarzut pierwszy formułują, jak wiadomo, rzecznicy rynkowego modelu techno-uniwersytetu, dla którego ekonomicznie pojęta zyskowność usług edukacyjnych i badawczych stanowi prymarne kryterium oceny wartości akademickich instytucji. Zarzut drugi płynie od reprezentantów matematyczno-przyrodoznawczego wzorca naukowości, od którego kryteriów rażąco – ich zdaniem – odstają wyniki, procedury i kryteria badań humanistycznych. Wreszcie zarzut trzeci stał się chętnie powtarzanym (a bodaj nigdy niezweryfikowanym empirycznie) komunałem publicznej opinii, wedle którego chodzi o rodzaj zainteresowań ani niestymulujących indywidualnej kariery, ani nietworzących nowych miejsc pracy.

3Być może część odpowiedzialności za ten czarny PR spada na znany fakt, że humanistyka jako przedmiot powszechnego zainteresowania i kompetencji prześcignęła piłkę nożną. Nie tylko bowiem wszyscy się na niej znają, ale też wszyscy uznają się za jej reprezentantów. Przekonać się o tym może każdy uprawiający nauki humanistyczne, gdy tylko spotykający go przedsiębiorca, przyrodoznawca, polityk czy dziennikarz rozpocznie z nim rozmowę od dobroduszno-protekcjonalnej deklaracji: „ja też jestem humanistą, ale…” – po której nastąpi, jak można się spodziewać, niemal z reguły, kolejna próba „wezwania do porządku”, nakłonienia do podporządkowania się uznawanym za bezdyskusyjnie słuszne kryteriom techno-ekonomicznym, scjentystycznym czy politycznym.

4Oczywiście humaniści nie przyglądają się bezczynnie postępującej marginalizacji ich pozycji i statusu. Całkiem przeciwnie – można słusznie powiedzieć, że fala dyskusji, zasadniczych studiów i komentarzy, jaka była reakcją na tę krytykę, stała się zjawiskiem w swej doniosłości porównywalnym z kampanią na rzecz humanistyki („nauk o duchu”, jak wówczas mówiono) w dobie antypozytywistycznego przełomu sto lat wcześniej. By nie cofać się do nazbyt odległej przeszłości, wystarczy powiedzieć, że w świecie anglosaskim taką stymulującą rolę – w aktualnej fazie tej debaty – odegrała książka Billa Readingsa, we Francji m.in. eseje Jacques’a Derridy, w Niemczech Gadamera czy Habermasa.

5W Polsce tego rodzaju dyskusję antycypują książki M. Janion, T. Sławka i zbiorowy tom pod redakcją J. Kozieleckiego, a jego współczesne postaci wyznaczają m.in. prace M.P. Markowskiego i P. Nowaka czy zbiorowy tom pod redakcją P. Sztompki (jak też kolejne liczne książki, sympozja i konferencje oraz działalność Komitetu Kryzysowego Humanistyki czy Obywateli Nauki). Nie będę ich tu omawiać (choć są tego warte). Powiem tylko, że na różne sposoby pragną obronić i w nowy argumentacyjnie sposób przeforsować przekonanie o bezspornej wartości kapitału kulturowego oraz symbolicznego, jaki stanowi – także dziś – humanistyczne kształcenie i badanie w swej rdzennej, autonomicznej (w sensie cywilizacyjno-kulturowym) i formacyjnej (w sensie egzystencjalnym, wspólnotowym, obywatelskim) postaci.

2.

6Uznając wagę tych dyskusji oraz sporów nad wdrażanymi programami reform humanistyki w ramach modelu rynkowego techno-uniwersytetu, chciałbym w dalszej części rozważań zwrócić uwagę na znaczenie przemian zachodzących w obrębie samej humanistyki (w tym na jej pograniczach), których konsekwencje mogą się okazać bodaj nawet bardziej doniosłe od poprzednich. Chodzi o przemiany w modelu jej uprawiania, definiowania jej specyfiki oraz pełnionych funkcji.

7Zmiany te widać lepiej w szerszej perspektywie czasowej. Jeszcze w latach 60. humanistyką (jak i innymi obszarami nauki) rządziły paradygmaty (w znaczeniu Kuhna). Takim dominującym wzorcem uprawiania nauki był z pewnością strukturalizm, rywalizujący z hermeneutyką z jednej strony, a z drugiej – z różnymi wariantami socjologii sztuki, literatury i kultury. W następnym dwudziestoleciu ewoluowaniu strukturalizmu w poststrukturalizm, hermeneutyki w radykalną hermeneutykę, a socjologii sztuki w studia kulturowe towarzyszyły próby dopasowania się nowych tendencji do statusu nowych dyscyplin, definiowanych wedle kryteriów zinstytucjonalizowanego modelu uprawiania nauki. W ten sposób właśnie, dla przykładu, kulturoznawstwo i medioznawstwo zyskały wówczas „patent” jednej z dyscyplin nauk humanistycznych.

8Bodaj ciekawsze jeszcze są dalsze przemiany, dokonujące się pod modnymi hasłami „studiów” i „zwrotów” w ostatnim (co najmniej) ćwierćwieczu, lecz zainaugurowane, jeszcze przed półwieczem, najpierw przez zwrot językowy, a potem przez zwrot kulturowy, którego rola dziś wydaje się decydująca. Piętno tych modnych zainteresowań, choć bezsprzecznie ma swoje negatywne strony (związane głównie z naśladowczym kopiowaniem metod i rozwiązań, zyskujących globalną popularność inicjatyw badawczych, wytwarzanych w wielkich centrach „produkcyjnych” humanistycznych teorii oraz z inflacyjną profuzją proklamowanych nowych orientacji), nie powinno przesłonić ani merytorycznego znaczenia tych nowych zainteresowań badawczych, ani konsekwencji postępującego istotnego rozłamu, zachodzącego w ramach dotychczasowej formuły uprawiania humanistyki oraz jej głębokich przemian dokonujących się właśnie pod hasłami owych studiów i zwrotów.

9Po pierwsze, mamy do czynienia z nowymi orientacjami, rodzącymi się na pograniczu dyscyplin dotychczasowych lub całkiem poza istniejącymi dyscyplinami. Po drugie, mają one charakter „inherentnie” transdyscyplinarny: i ze względu na problematykę – niemieszczącą się w ramach żadnej z istniejących dyscyplin, i z uwagi na metody oraz procedury badawcze – niebędące sumą metod nauk szczegółowych, lecz próbami znalezienia nowego języka i słownika analitycznego, dostosowanego do badanego hybrydycznego przedmiotu. Po trzecie, ważne pojęcia owego słownika, choć zwykle są „wędrującymi pojęciami” (Bal) humanistyki, zyskują w obrębie danej orientacji status specjalny, z pojęć opisowych przekształcają się w pojęcia analityczne, operacyjne, które nie tyle rejestrują „obiektywne” cechy uprzednio i niezależnie od analizy istniejącego przedmiotu, co „profilują” samo widzenie, percypowanie tego przedmiotu, jego cechy, funkcje i znaczenia (Bachmann-Medick).

10Szczególnie interesującą cechą tych studiów czy zwrotów jest również to, że dyscypliny dotychczasowe, sąsiedzkie bądź problemowo spowinowacone, wykazują dużą odporność wobec wszelkich prób wchłonięcia czy choćby afiliowania owych orientacji (zwłaszcza, choć nie tylko, w polskiej humanistyce). Memory studies bardzo długo pukały do bram kompetencyjnych profesjonalnych historyków, którzy dopiero ostatnio znajdują dla nich specjalne miejsce na pograniczu dziedzinowym; studia nad kulturą wizualną są dalej traktowane przez historyków sztuki jako zajęcie amatorskie, nieprofesjonalne; gender studies do dziś opędzać się muszą przed posądzeniami o uprawianie ideologii, performatyka z konieczności określa swą pozycję poza teatrologiczną dyscypliną; sound studies ciągle uważane są przez muzykologów za nienaukowe poznawczo zajęcie… W o wiele większym stopniu dotyczy to posthumanistyki, zwłaszcza w jej szerokim zakresie (wchłaniającym studia nad rzeczami, zwierzętami, środowiskiem przyrodniczym), czy studiów afektywnych, dla których znalezienie dyscypliny „macierzystej” wydaje się nader trudne, jeśli w ogóle możliwe.

11W rezultacie, chyba po raz pierwszy w takim stopniu od czasów jej powstania, humanistyka rozszczepiła się wyraźnie na dwie części, dla których trudno znaleźć jedną płaszczyznę współmierności: część „klasycznie nowoczesną”, broniącą profesjonalnych metod i granic, oraz część, którą chętnie nazwałbym „nową humanistyką” (choć sama nazwa ma swój bardziej specjalny rodowód, zwłaszcza w amerykańskiej tradycji). Definiuje ona swój status, konfiguruje pole problemowe, profiluje od nowa metody i zadania badawcze w sposób nieprzystający do dotychczasowych podziałów dyscyplinowych, a także w bezpośrednim związku z innymi dziedzinami nauk (społecznych, ścisłych, przyrodniczych, stosowanych) oraz sztuką i życiem (codziennym doświadczeniem), traktowanymi jako rodzaje kreatywnej działalności poznawczej.

3.

12Tak pojęta nowa humanistyka różni się od klasycznie nowoczesnej jeszcze co najmniej dwiema dodatkowymi istotnymi cechami. Pierwszą jest wyraźna tendencja (a nawet determinacja) do prowadzenia i rozwijania badań poza standardowym systemem opozycji pojęciowych, poza dualizmami, w których kategoriach myśl nowoczesna definiowała swą specyfikę, władzę nad przedmiotami, a także perspektywy rozwoju. Kultura i natura, ludzkie i pozaludzkie, podmiot i przedmiot, jednostka i wspólnota, rozum i materialność, podmiotowa sprawczość i społeczna struktura, poznanie i działanie, estetyka i polityka, sens i zmysłowość, intelektualne i afektywne, historia i pamięć, obraz i tekst etc. etc. – od dualistycznych kategorii uniwersalnych po opozycje partykularne, wszystkie te pary pojęciowe przestają być traktowane jako przeciwieństwa, wymuszające alternatywne wybory (typu: albo-albo).

13Ujmowane są natomiast – współcześnie coraz powszechniej – jako aporetyczne strony ludzkiego poznawania rzeczywistości, tyleż niezbędne, co nieusuwalne, a przy tym wzajem ze sobą związane i wzajemnie się warunkujące (o charakterze: zarówno-jak). Prowadzić to ma do wychodzenia poza owe dualizmy nowoczesnego pojęcia świata – ku innemu, wiarygodniejszemu jego operacyjnemu opisowi. Można odnieść wrażenie, że jeśli szukać jakiejś jednoczącej zasady czy taktyki postępowania – od filozofów: Latoura, Ranciere’a, Nancy’ego; przez badaczy dziedzin szczegółowych: Mitchella, La Caprę, Rothberga, Reddy’ego, Massumiego, Gumbrechta (i wielu innych) – to byłoby nią właśnie poszukiwanie pewnego rodzaju niedualistycznego słownika.

14Strategia ta – czy może raczej: habitus (w sensie Bourdieu) dzisiejszej humanistyki – płynie, jak się zdaje, z woli odrzucenia dotychczasowej procedury, polegającej na nakładaniu (weryfikowaniu) z góry danych teoretycznych kategorii na badany obiekt czy proces, i wyborze postawy „praktykowania teorii”; tzn. wyprowadzania analitycznych pojęć z empirycznej materii, której złożoność, heterogeniczność i hybrydyczność domaga się bardziej elastycznego, relacyjnego, sieciowego, operacyjnego słownika. Tak dzieje się w studiach pamięciowych, rejestrujących sploty obiektywnego i subiektywnego, neutralnego i wartościującego, jednostkowego i wspólnotowo-kulturowego; w studiach wizualnych, obrysowujących palimpsestową przestrzeń widzialnego, jej inkluzje i wykluczenia, hierarchie i rywalizacje symboliczne; w studiach performatywnych budujących kontinuum sprawczych działań, widowisk i spektakli, w studiach afektywnych identyfikujących naturo-kulturowe podłoże i środowisko afektów, emocji, uczuć, nastrojów, „przeciekających” przez wszelkie konwencjonalne bariery opozycyjnych stanów czy procesów; i praktycznie, w jakimś stopniu, we wszelkich innych studiach i zwrotach.

15Ta próba wyjścia poza myślenie w kategoriach opozycji (lecz oczywiście nie jego odrzucenie: to wszak podstawa logicznego myślenia) bierze się także z przesunięcia zainteresowania z wyników, obiektów, wytworów – łatwiej poddających się porządkowaniu w opozycyjnych relacjach – na procesy, praktyki, działania, które nie są rozpatrywane ze względu na efekty, do jakich doprowadziły, lecz z uwagi na swą wewnętrzną logikę, specyfikę własnej sprawczości i kreatywności. Antropolodzy mówią o modelu improwizacji kulturowej, socjologowie i filozofowie o praktyce, etnologowie o „badaniach-w-działaniu”, kulturoznawcy o czynnościowym czy „czasownikowym” rozumieniu kultury (w opozycji do rzeczownikowego – jako zastanego systemu reguł i normatywnej kontroli – jej rozumienia w nowoczesności) (Ingold, Bauman, Skórzyńska, Rakowski).

16W tej perspektywie poszczególne fazy procesu rozwiązywania problemów nie jawią się już w postaci quasi-racjonalnego schematu „środki-cele”, gdzie cele są obiektami „z góry”, niezależnie od rzeczywistych uwarunkowań, wyznaczonymi w kategoriach opozycji, a środki – jedynie instrumentami realizacji owych celów. Dają się one teraz ująć raczej w formie schematu „podmiot-w-środowisku” (Joas), gdzie oba składniki równie aktywnie na siebie oddziałują. Chodzi o proces, w toku którego w dostępnych, eksperymentalnie wypróbowywanych środkach odsłaniają się dopiero możliwe do osiągnięcia cele, podległe w kolejnych fazach dalszym ewentualnym modyfikacjom czy zmianom (uprzytamnianym przez kolejne „środki” będące w dyspozycji podmiotu).

4.

17Statyczne rozumienie kultury jako, powiedzmy, symbolicznego systemu normatywnej kontroli ludzkiej aktywności, idzie zazwyczaj w parze z dominacją swego rodzaju „kanonicznego” modelu uprawiania humanistyki. Jego najprostszą definicję dał onegdaj A.N. Whitehead jako autor sławnego powiedzenia, że cała dotychczasowa filozofia to przypisy do Platona. Humanistyka, ekstrapolując tę obserwację, byłaby w tej perspektywie niekończącą się refleksją nad fundamentem pytań i problematyk, odsłoniętych u zarania europejskiej kultury, a potem nawarstwiających się kumulatywnie pracą kolejnych pokoleń, a także ich rafinowaniem w egzegetycznych komentarzach, refutowaniem w krytycznych analizach, porządkowaniem i systematyzowaniem w typologiach i syntezach.

18Tego typu model oparty jest – można powiedzieć – na założeniu, że nowe to tylko dawno zapomniane stare, co stawia każdą próbę nowego w stan podejrzliwości, odsuwając w nieskończoność jej uznanie, tzn. do czasu sprawdzenia w niewyczerpywalnych archiwach kulturowego dziedzictwa, czy dana nowa myśl nie jest już do czegoś wcześniejszego podobna… Trzeba przyznać, że model ten sprawdza się dobrze w okresach stabilnego rozwoju nauki i humanistycznej wiedzy w ramach dominującego paradygmatu. Nie potrafi jednak zdać sprawy ani z fenomenu dokonującej się zmiany, nie tylko radykalnej, o rewolucyjnym charakterze, ale także z drobnych acz istotnych efektów ludzkiej kreatywności, ani też z pojawienia się czegoś nowego, innowacyjnego, co zarówno wzbogaca o nowe rozwiązanie stan posiadania kultury, jak retroaktywnie (tj. ze skutkiem wstecznym) restrukturuje i rehierarchizuje kulturowe dziedzictwo (którego składniki traktowane są teraz np. jako antycypacja, powinowactwo, faza rozwoju, przeciwieństwo owego nowego).

19Mając w pamięci złożoną etymologię słowa „kultura” – odsyłającą m.in. i do „kolonii”, i do „kultywacji” – można by powiedzieć, że kanoniczny model humanistyki jest też modelem „kolonialnym”, bo podporządkowanym zasadzie imitacji/emulacji dominującego (narzuconego?) wzoru. Natomiast w rywalizującym z poprzednim kreatywnym i sprawczym modelu „kultywacyjnym”, kultura jest swego rodzaju suplementem natury jako pełne troski i uważności „akuszerskie” pielęgnowanie nowego, bez pomocy czego nie doszłoby ono do swego urzeczywistnienia; humanistyka zaś niekończącą się pracą inwencji (tworzeniem/odkrywaniem porządku), kreatywności i innowacyjności. W ten sposób rysuje się tu kolejna opozycja, której przekroczenie czy „rozbrojenie” jest widoczną tendencją współczesnej nowej humanistyki.

20Wprowadzenie kategorii innowacyjności dla określenia tego czynnościowego i kreatywnego aspektu kultury oraz sprawczego charakteru działalności humanistycznej może się wydać zbytecznym nadużyciem terminologicznym – wobec widocznego oporu samych humanistów (mamy własne, lepsze określenia – argumentują), inflacji znaczenia terminu w obiegowym użyciu i w żargonie administratorów nauki (gdzie wszystko powinno być innowacyjne) oraz restrykcyjnemu posługiwaniu się tym pojęciem w naukach ścisłych i stosowanych (odmawiających właśnie prawa do niego humanistyce). Trzeba wszakże przyznać, że nie lepiej się ma humanistyka w bardzo dynamicznie rozwijających się badaniach prowadzonych pod pojęciem – „parasolem” kreatywności – gdzie, w najważniejszych syntezach, systematyzujący ogląd przechodzi od nauk ścisłych przez stosowane do społecznych i sztuki… przy znaczącej nieobecności humanistyki (Florida, Sawyer, Weisberg).

21W moim przekonaniu nie warto rezygnować (czy dać się wykluczać) z uczestnictwa w tej innowacyjno-kreatywnej wspólnocie. Prócz powodu „politycznego”, są dwa inne, bardziej zasadnicze. Po pierwsze, dlatego że innowacyjność humanistyczna, choć dziś kojarzyć się może przede wszystkim z możliwościami humanistyki cyfrowej, to ma też od początku cechy własne, specyficzne, wzbogacające zakres i znaczenie terminu. Po drugie, z uwagi na sposobność dowartościowania tych sprawczych, „stosowanych”, „wdrożeniowych” efektów działalności humanistycznej, które bywały dotąd na ogół marginalizowane bądź niedoceniane, a które owa służebna, „aplikacyjna” perspektywa (kiedyś lekceważona czy pogardzana) pozwala dziś wydobyć – na obronę jej znaczenia a nawet racji bytu.

5.

22Wobec braku choćby w miarę powszechnie przyjętej definicji humanistycznej innowacyjności, posłużę się jej własnym, roboczym określeniem. Proponuję przez humanistyczną innowacyjność rozumieć: (a) oryginalne rozwiązanie istotnego problemu (w wymiarze tyleż naukowym, co społeczno-kulturowym), dzięki (b) wypracowaniu powtarzalnej badawczej procedury (niebędącej aplikacją żadnej istniejącej metody), w sposób, który prowadzi do (c) odsłonięcia nowego pola problemowego oraz (d) zainicjowania nowej subdyscypliny czy orientacji badawczej, a równocześnie (e) do stymulowania procesu zmiany w sferach społeczno-kulturowej wiedzy, obyczaju i zachowania, mentalności bądź wrażliwości. Pięć składników tej definicji proponuję traktować „modułowo” przy założeniu, że w konkretnych przypadkach mogą wystąpić wszystkie bądź niektóre, lecz dwa z nich są nieodłączne, a zarazem niezbędne: odkrywczość merytoryczna połączona z wynalazczością przydatną społecznie. Krótko mówiąc, innowacyjnymi są te prace, które twórczo rozwiązują jednocześnie problemy profesjonalno-merytoryczne oraz społeczno-kulturowe.

23W moim przekonaniu tak pojęta innowacyjność charakteryzuje pewną odrębną jakość działalności humanistycznej, niedublującą ani znaczeń istniejących pokrewnych terminów (jak oryginalność, odkrywczość, kreatywność, nowatorstwo, inwencyjność…), ani tradycyjnego autonomicznego statusu, proklamowanego jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku przez samą humanistykę i fundatorów jej nowoczesnego statusu. Jak łatwo zauważyć, nie pokrywa się ona też ze znaczeniem, jakie ma w naukach przyrodniczych czy stosowanych, choć podejmuje na własnym gruncie zasadę upowszechniającego „wdrożenia” rozwiązania danego problemu. W najogólniejszym znaczeniu, innowacyjność wskazuje na kreatywno-sprawczy potencjał działalności humanistycznej i zarazem przydaje mu walor społecznej użyteczności, czy szerzej: służebności. Tego rodzaju innowacyjne prace humanistyczne zawsze odgrywały historycznie ważną rolę. Nie będzie jednak, mam nadzieję, przesadnym spostrzeżenie, że właśnie tego rodzaju innowacyjność jest rozpoznawalną cechą prac sytuujących się w polu nowej humanistyki, zwłaszcza zaś tych fundujących czy rozwijających owe studia i zwroty badawcze (niedawno wskazywał na tę tendencję m.in. Dariusz Kosiński).

24Każdy zresztą może sam sprawdzić, czy nie taka była rola i nie takie były cechy książek Mitchella dla visual culture studies, Fanona, Saida, Spivak, Bhabhy dla postcolonial studies, Butler dla gender studies, Caruth dla trauma studies, Olsena dla thing studies, Schechnera dla performance studies, Nory i Assmanów dla cultural memory studies, Hirsch dla postmemory studies, Garrarda, Coupe i Buella dla ekokrytyki, green studies czy environmental studies Lista tych studiów i zwrotów jest zbyt długa, by dało się je wszystkie wymienić, nierzadko też tworzą one sploty o wyższej złożoności i specyfice. Nie zawsze ponadto da się wskazać poszczególnych niewątpliwych „fundatorów”, ojców/matki założyciel(k)i nowych orientacji, którzy bywają często efektem rekonfiguracji zainteresowań wielu rozmaitych środowisk badawczych.

25Uderzającą cechą większości tych studiów i zwrotów jest bowiem to, że nie lokują swych wyników już tylko wyłącznie w profesjonalnej przestrzeni badawczej, co było i jest – niech mi wybaczą zwolennicy klasycznych kryteriów, dyscyplinowej „czystości” oraz tradycyjnych standardów uprawiania humanistyki (bo nie ma to być bynajmniej krytyka tego jej modelu, raczej obrona i ochrona dzieci z nieprawego łoża: dziedzinowych mieszańców i bastardów) – dominującą tendencją w ramach klasycznie nowoczesnego modelu humanistyki. Prócz swych innowacyjnych walorów merytorycznych (oryginalności proponowanych rozwiązań, nowatorskich propozycji metodologicznych, odkrycia nowego pola problemowego i zainicjowania nowych orientacji) pełnią mianowicie również ważne zadania społeczne i odgrywają ważne role kulturowe. Jakoż są one zdecydowanymi, a nierzadko też skutecznymi interwencjami w pole społecznej świadomości i nieświadomości, a także symbolicznego uniwersum kultury oraz praktykowanych postaw, norm i zachowań.

26Czasem niosą z sobą potencjał emancypacyjny – szczególnie dla mniejszości czy grup podporządkowanych – stanowiący ostatecznie, generalnie biorąc, zaczyn, hodowlę czy „wylęgarnię” społeczeństwa obywatelskiego, z którym liczyć się musi każda władza. Czasem zaś oddziałują subwersywnie – sprzyjając demontażowi istniejącego społecznego „porządku” (traktowanego jako niesprawiedliwy bądź iluzoryczny). Niekiedy natomiast odsłaniają i stawiają w centrum uwagi sprawy czy wydarzenia wstydliwie przemilczane, tłumione bądź izolowane w zbiorowej pamięci (i niepamięci) – zmuszając do ich przepracowania, swoistego przebolenia i włączenia w proces tożsamościowy. Kiedy indziej wreszcie po prostu stymulują zainteresowanie, reorientują społeczną uwagę ku kwestiom, zjawiskom, procesom, doniosłym (już lub w nieodległej przyszłości) dla jednostek i społeczeństw; istotnym w tyleż egzystencjalnym, co wspólnotowym wymiarze ludzkiego życia w pozaludzkim otoczeniu.

27Rozróżnienie, o którym piszę, zadomowione jest, rzecz jasna, od początku i w samej kulturze, i w humanistycznej refleksji. Najczęściej wszakże przybierało postać dwóch aspektów kulturotwórczej aktywności (stabilizującego i modernizującego, reproduktywnego i kreatywnego), prowadzących do prób typologii kultur wedle dominującego wzoru: kultury nastawionej na ciągłość bądź zmianę, zimnej bądź gorącej, klerkowskiej bądź zaangażowanej itp. itd. – oraz do prób definiowania kultury w ogóle zgodnie z danym modelem. W innowacyjnych pracach nowej humanistyki dokonuje się jednakże znaczące przesunięcie akcentów. Nie tylko ich efektem, ale i miernikiem jest „wdrożenie” w społeczno-kulturowe praktyki swego rodzaju formacyjnego programu innowacyjno-naprawczego, aktywującego w jednostkach i zbiorowościach sprawcze, kreatywne postawy odpowiedzialnie i solidarnie działających podmiotów o wyostrzonej krytycznej świadomości.

28Zauważmy: innowacyjność tak pojęta nie przeciwstawia się już tradycji, lecz staje się jej medium: i to nie tyle neutralnym nośnikiem, co aktywnym, konstruktywnym nosicielem, wytwarzającym nieprzerwanie (acz retroaktywnie) poczucie ciągłości, porządku, wartości i sensu. Można by powiedzieć, że jest to jedyny rodzaj poczucia ciągłości i trwania, na jaki zdobyć się może w dzisiejszym nieprzewidywalnym świecie nasze „społeczeństwo ryzyka” (Beck). Jednakże chwila zastanowienia wystarczy, by stwierdzić, że nie ma w tym nic tak zupełnie nowego. Pierre Bourdieu, by uchwycić ten osobliwy splot tworzenia i odkrywania, transgresji i retroaktywności rozwoju kultury, parokrotnie przywołuje metaforę Nicolaia Hartmanna (uważając ją najwyraźniej za szczególnie trafną), która czyni z podstawowego wynalazku XIX wieku uniwersalną metaforę kulturowej innowacyjności: jest ona mianowicie „jak pociąg, przenoszący szyny, po których jedzie”. W ten sposób – zdaje się mówić Bourdieu za Hartmannem – to, co tworzymy, okazuje się podstawą, na której się opieramy…

29A jest to możliwe, bo nieprzewidywalne wcześniej rozwiązanie, rozpatrywane retrospektywnie, z perspektywy już dokonanego, ujawnia się jako oczekujące niejako swej aktualizacji, już „zaprogramowane” w tym, co utajone, potencjalnie obecne. Bourdieu analizował ten mechanizm m.in. na przykładzie dowcipów (tej molekule codziennej kreatywnej improwizacji kulturowej, łączącej nowość z retrospektywną koniecznością), lecz ja wolałbym sięgnąć po starszy a całkiem precyzyjny opis tego zjawiska, zwłaszcza że odnosi się do dziedziny, którą się zajmuję: sztuki literackiej i zagadki jej innowacyjności. Doktor Johnson, XVIII-wieczny prawodawca nowoczesnej krytyki literackiej, mówił mniej więcej tak: autorzy prawdziwie oryginalni mówią nam o rzeczach, o których nigdy nie słyszeliśmy, jednak kiedy tylko poznajemy je w lekturze, natychmiast nabieramy przekonania, że wiedzieliśmy o tym zawsze; jak gdyby innowacja była reminiscencją (Abrams).

30Jeśli jednak w podanych przykładach akcent padał na poszukiwanie cechy indywidualnej i uniwersalnej jednocześnie, to w badaniach uprawianych na polu nowej humanistyki ich innowacyjny walor związany jest przede wszystkim z podjęciem problematyki o wymiarze społeczno-lokalnym. Powinno być powodem satysfakcji, że właśnie w tego rodzaju prace, odznaczające się niewątpliwym odziaływaniem w sferze życia społecznego i kultury, obfituje również nowa humanistyka polska w ostatnim okresie. Tyle że ze względu na dominujący styl, czy system dyspozycji naszej kultury i społecznej mentalności, sprowadzający się do strategii podążania tyłem do przodu, kroczenia w przyszłość ze spojrzeniem i uwagą, które nie mogą oderwać się od przeszłości (jej traumatycznych przeżyć, skonfliktowanych polityk pamięci, wypieranych doświadczeń…), są to badania siłą rzeczy skoncentrowane na tej problematyce oraz na znajdowaniu sposobów (formuły, słownika), które pozwalają je nazwać, zanalizować oraz przepracować i zintegrować z dotychczasowym tożsamościowym doświadczeniem.

31Nowa humanistyka staje się współcześnie coraz bardziej zauważalną kontr-propozycją uprawiania badań humanistycznych przede wszystkim za sprawą swej strategii budowania mostów współpracy tam, gdzie jej poprzedniczka wznosiła bariery separatystycznej autonomii: (a) współpracy z techniką (humanistyka cyfrowa), (b) z nauką (science – humanistyka kognitywna), (c) ze społeczeństwem (humanistyka zaangażowana). Te jej cechy są stosunkowo najlepiej znane; toteż w tym krótkim wprowadzeniu zwrócić chciałem uwagę na inne – a nie mniej istotne jej własności; wynikające z nowych taktyk jej ‘samorganizacji’ oraz z nacisku na kreatywność raczej, niż na wymóg ‘odnawiania znaczeń’ kulturowego kanonu; na prowadzenie badań, które legitymizują swoją wartość innowacyjnością, w tym zwłaszcza jej szczególnym sensie, który łączy odkrywczość merytoryczną z przydatnością społeczną (oznaczającą nierzadko ingerencję w mentalne przedsądy, stłumienia czy fantazmaty pamięci kulturowej, obyczaje i strategie działania). Można by nawet powiedzieć, że ta humanistyka, oparta na nowych sojuszach z techniką, nauka i społeczeństwem, jest właśnie szkołą – i praktykowaniem teorii – kulturowej innowacyjności.

6.

32Zwrot afektywny, którego wyzwanie podejmują prace zebrane w tej książce, jest chyba ostatnim z najbardziej wpływowych nowych orientacji, które, jak dotąd, zadomowiły się i zyskały pewną legitymizację w nowej humanistyce. Jest też bardzo reprezentatywnym dla tego obszaru typem studiów czy zwrotów. Trudno nie zauważyć, że podejmuje problematykę tak starą, jak stara jest kultura i sama humanistyka, lecz zarazem czyni to w sposób, który reorientuje i restrukturyzuje pole badań, generuje nowe subdyscypliny (jak np. badanie wspólnot emocjonalnych i ich roli w procesach historyczno-cywilizacyjnych), rekonfiguruje pozycje i znaczenia innych istotnych pojęć humanistycznego słownika (jak, zwłaszcza, intelektu, umysłu, doświadczenia, materii, zmysłowości, cielesności…), w taki sposób, że pozwala zadawać inne niż dotąd pytania – także tradycyjnym kwestiom czy przedmiotom – i uzyskiwać odmienne, nowe odpowiedzi.

33Podobnie do innych orientacji, i ten zwrot bierze swą nazwę od nadrzędnego pojęcia, które odgrywa tu rolę także operacyjnego klucza, nie tylko otwierającego dostęp do ważnego wymiaru życia kulturowo-społecznego, ale też profilującego jego właściwości. Tytułowa „kultura afektu” to, po pierwsze, kultura widziana przez pryzmat, w perspektywie, w aspekcie właśnie swego afektywnego wymiaru. Ale po drugie, to także kultura pewnego typu, mianowicie współczesna nam kultura, która swe specyficzne rysy zawdzięcza „zainwestowaniu” w afektywne relacje, przesądzające o dominujących formach sztuki i literatury, nadające tak wyraziste piętno preferowanym typom postaw i zachowań, jak również instytucjonalnym strategiom organizacji i zarządzania „społeczeństwa doświadczenia” czy „społeczeństwa przeżycia” (erlebnisgesellschaft), wedle określenia Gerharda Schulze (Lash).

34Podobnie do innych pojęć dających nazwę nowym orientacjom, zyskuje tu ono znaczenia, za sprawą których nie daje się już wpisać w ramy standardowych dualizmów nowoczesnej myśli – jest w swoistym nie-miejscu tradycyjnego humanistycznego słownika: wykracza poza opozycje kultury i natury, intelektu i uczucia, jednostki i wspólnoty, językowego i pozajęzykowego, semantycznej reprezentacji pojęciowej i zmysłowego doznania… Tytułowe „afekty w kulturze” to spektrum afektywnych artykulacji pobudzeń oraz reakcji – o charakterze afektów, emocji, uczuć, nastrojów… – manifestujących się w rozmaitych mediach, rodzajach, gatunkach kultury, a sztuki i literatury w szczególności. Oczywiście nie jest to pole dające się wyczerpać jedną, choćby zbiorową, inicjatywą badawczą. Zadaniem tej próby było raczej zainicjowanie jego analitycznej eksploracji.

35Ostatecznie jest to również książka o humanistyce po zwrocie afektywnym (o czym mówi jej podtytuł), czyli po prostu o nowej humanistyce. Przynajmniej w tym sensie, że odnosząc się bezpośrednio do ostatniego z owych zwrotów (powiązanego w różnym stopniu z poprzednimi), pośrednio pokazuje krajobraz całej dziedziny, mapowany jej nowymi słownikami, nową humanistyczną „różą wiatrów” (kierunków badawczych), nowymi centrami i peryferiami. Jak wspomniałem, nie dąży do nadania statusu dyscyplinowego owym studiom i zwrotom oraz uzupełnienia w ten sposób istniejącego repertuaru o nowe, „patentowane” profesje humanistyczne, ani też do zreformowania „od wewnątrz” dyscyplin istniejących (wedle nowych potrzeb i zainteresowań).

36Nowa humanistyka rozpoczyna i rozwija swą działalność na pogranicznym, „bezpańskim” terytorium, które organizuje wedle innych zasad niż dotychczasowe, bez troski o ekskluzywną wyłączność własnego obszaru badań, raczej z naciskiem na horyzontalne, sieciowe powiązania między nimi i sprzężenia zwrotne. Od nowa też buduje relacje z innymi dziedzinami nauki, nie strzegąc bynajmniej swej autonomii i bezinteresowności. Stowarzysza się chętnie ze sztuką i jej specyficznie poznawczo-krytyczną aktywnością. Nie waha się wreszcie nawet przed inwazyjnym wniknięciem w ciało społeczne (w jego problemy, schorzenia, potrzeby czy dysfunkcje).

37W połowie XX wieku P.C. Snow zdiagnozował powstanie „dwóch kultur” (humanistycznej i przyrodniczej) o stopniowo pogłębiających się odrębnościach w widzeniu, opisywaniu i badaniu świata. Nie można wykluczyć, że – jeśli konstelacja owych studiów i zwrotów okrzepnie i pogłębi swe powiązania oraz relacje z innymi dziedzinami – to będziemy mieć do czynienia z istnieniem dwóch humanistyk, coraz bardziej odrębnie definiujących własne miejsce, zadania i status. Debata między nimi – już pozwalająca się traktować jako bodaj najważniejsza od czasów antypozytywistycznego przełomu (który przecież usankcjonował istnienie i rację bytu owych dwóch kultur przed stuleciem) – zdecydować może nie tylko o rekonfiguracji pola wiedzy i działalności humanistycznej, ale też przesądzić na długo o pozycji, randze, funkcjach humanistyki w węzłowym punkcie krzyżowania się sfer nauki, życia społecznego i kultury.

38Humanistom zarzuca się często nieumiejętność pracy zespołowej. Jest to zarzut o tyle nietrafiony, że tekst humanistyczny nie jest zapisem gdzie indziej i kiedy indziej przeprowadzonych laboratoryjnych prac badawczych (w przypadku których wieloosobowy zespół jest zbiorowym autorem badań, jedynie wtórnie rejestrowanych przez zapis tekstowy). W badaniach humanistycznych bowiem tekst sam jest swego rodzaju laboratorium, zapisem procesu swego powstawania, w przestrzeni artykułowania którego identyfikowane są przedmioty i ich cechy, wypracowywane teorie, sprawdzane metody, weryfikowane tezy badawcze. Stąd, jak myślę, o wiele rzadsze są przypadki prawdziwie, niepodzielnie wieloautorskich prac humanistycznych.

39W tym właściwym humanistyce znaczeniu natomiast książka jest efektem pracy zespołowej – i to z niejednego powodu. Jest wynikiem zespołowych – intera może już transdyscyplinarnych – poszukiwań, prowadzonych przez reprezentantów wielu (większości) dyscyplin humanistycznych, którzy swe obserwacje, tezy i poglądy przedstawili najpierw w ramach międzynarodowej konferencji, jaka odbywała się w dniach 6–8 czerwca 2014 roku w Krakowie, a poniżej przedkładają czytelnikom ich ostateczne postaci. Książka jest też owocem zespołowej pracy badaczy co najmniej trzech pokoleń: pracowników nauki, doktorantów i studentów. Jest to wreszcie książka zespołowa w jeszcze innym znaczeniu: jako pierwszy rezultat współdziałania dwóch jednostek naukowych: Wydziału Polonistyki UJ oraz Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM w ramach zawiązanego przez nie Konsorcjum Humanistycznego.

40Nie od rzeczy może będzie na koniec zauważyć, że nie przypadkiem książka ukazuje się w serii „Nowa Humanistyka”, której zadaniem pragnęliśmy uczynić promowanie tych właśnie idei, postaw, zainteresowań problemowych, a także standardów naukowych i prospołecznych, które najkrócej i bardzo upraszczająco próbowałem wyżej scharakteryzować.

Bibliographie

Des DOI sont automatiquement ajoutés aux références bibliographiques par Bilbo, l’outil d’annotation bibliographique d’OpenEdition. Ces références bibliographiques peuvent être téléchargées dans les formats APA, Chicago et MLA.

Wykorzystana literatura przedmiotu

Abrams M.H., Zwierciadło i lampa, przeł. M.B. Fedewicz, Gdańsk 2003

Ahmed S., The Cultural Politics of Emotions, London 2004

10.1515/9780748691142 :

Altieri Ch., The Particulars of Rapture. An Aesthetics of the Affects, Ithaca and London 2003

Assmann A., Wprowadzenie do kulturoznawstwa. Podstawowe terminy, problemy, pytania, przekł. i wstęp A. Artwińska, K. Różańska, Poznań 2015

Bachmann-Medick D., Cultural turns. Nowe kierunki w naukach o kulturze, przeł. K. Krzemieniowa, Warszawa 2012

Bal M., Wędrujące pojęcia w naukach humanistycznych, przeł. M. Bucholc, Warszawa 2013

Bauman Z., Kultura jako praxis, przeł. J. Konieczny, Warszawa 2012

Beck U., Społeczeństwo ryzyka. W drodze do innej nowoczesności, przeł. S. Cieśla, Warszawa 2002

Bourdieu P., Szkic teorii praktyki poprzedzony trzema studiami na temat etnologii Kabylów, przeł. W. Kroker, Kęty 2007

Bourdieu P., Zmysł praktyczny, przeł. M. Falski, Kraków 2008

Creativity and Cultural Improvisation, T. Ingold, E. Hallam (red.), Berg Publ. 2008 [przeł. M. Rakoczy fragmentów wprowadzenia: „Communicare. Almanach Antropologiczny” 2014, nr 4]

Emocje w kulturze, M. Rajtar, J. Straczuk (red.), Warszawa 2012

Florida R., Narodziny klasy kreatywnej oraz jej wpływ na przeobrażenia w charakterze pracy, wypoczynku, społeczeństwa i życia codziennego, przeł. T. Krzyżanowski, M. Penkala, Warszawa 2010

Formy aktywności umysłu. Ujęcia kognitywistyczne. Tom 1: Emocje, percepcja, świadomość, A. Klawiter (red.), Warszawa 2008

Hochschild A., Zarządzanie emocjami. Komercjalizacja ludzkich uczuć, przeł. J. Konieczny, Warszawa 2009

Humanistyka przełomu wieków, J. Kozielecki (red.), Warszawa 1999

Idea uniwersytetu. Reaktywacja, P. Sztompka, K. Matuszek (red.), Kraków 2015

Janion M., Humanistyka: poznanie i terapia, Warszawa 1974

Joas H., The Creativity of Action, przeł. J. Gaines, Chicago 1996

Kosiński D., Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś?, „Opcje” 2014, nr 4

Lash S., Another Modernity. A Different Rationality, Oxford1999

Markowski M.P., Polityka wrażliwości. Wprowadzenie do humanistyki, Kraków 2013

Nowak P., Hodowanie troglodytów, Warszawa 2014

Pretextual Ethnographies. Challenging the Phenomenological Level of Anthropological Knowledge-Making, T. Rakowski, H. Patzer (red.), Sean Kingston Publ. 2015

Sawyer R. K., Explaining Creativity: The Science of Human Innovation, Oxford 2012

10.1093/oso/9780197747537.001.0001 :

Skórzyńska A., W poszukiwaniu miasta jako praxis, w: Kulturowe studia miejskie, E. Rewers (red.), Warszawa 2014

Sławek T., Antygona w świecie korporacji. Rozważania o uniwersytecie i czasach obecnych, Katowice 2002

Snow C. P., Dwie kultury, przeł. T. Baszniak, Warszawa 1999

„Teksty Drugie” 2013, nr 6 oraz „Teksty Drugie” 2014, nr 1 [teksty o afektach]

The Affect Theory Reader, M. Gregg, G.J. Seigworth (red.), Durham 2012

The Affective Turn: Theorising the Social, P. T. Clough, J. Halley (red.), Durham 2007

10.1177/0263276407085156 :

Weisberg R.W., Creativity: Understanding Innovation in Problem Solving, Science, Invention and the Arts, New Jersey 2006

Notes de bas de page

1 Praca wykonana w ramach realizacji projektu Innowacyjna humanistyka polonistyczna: „tekst jako laboratorium”, finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki nr UMO-2012/07/B/HS2/01451.

Précédent Suivant

Le texte seul est utilisable sous licence Creative Commons - Attribution - Pas d'Utilisation Commerciale - Pas de Modification 4.0 International - CC BY-NC-ND 4.0. Les autres éléments (illustrations, fichiers annexes importés) sont « Tous droits réservés », sauf mention contraire.